Komiks Blue Phobia (czy, jak kto woli, manga – bo to w końcu japońska produkcja z charakterystyczną, mangową kreską) w Polsce zawitał 24 stycznia 2022. Tłumaczenie zostało przygotowane i wydane przez Waneko i uzyskało wiele przychylnych recenzji. Czy słusznie? I co przygotował autor, Eri Tsuruyoshi?
Pierwsze zetknięcie z „Blue Phobią”
Zacznijmy od tego, ze manga została wydana całkiem estetycznie i lekko wyróżnia się wśród innych japońskich komiksów dostępnych obecnie na półkach księgarni. Wydawnictwo Waneko zadbało o to poprzez okładkę.
Sam fakt oprawienia w zdejmowalną nakładkę nie jest niczym szczególnym. Podobnie nie robi większego wrażenia to, że umieszczono na niej ledwo wyczuwalne pod palcami wybrzuszenie – nie rzucające się w oczy, za to odrobinę drażniące w trakcie czytania, gdy palce trafiają z zewnątrz na coś dziwnego (choć zauważyłem, że w niektórych recenzjach video było to chwalone). Chodzi bardziej o to, co się znajduje pod zewnętrzną okładką. Zwykle można tam znaleźć kopię grafiki lub jej czarno-białą wersję. W tym jednak przypadku umieszczono ryciny, które nadają dodatkowego klimatu historii przedstawionej w samej mandze. Czy może mogłyby dodać.
Komiks, jak to z mangami bywa, czyta się od lewej do prawej, zarówno w sensie kolejności stron, jak i obrazków. I zaraz za „przednią” okładką (przendią dla tej kolejności) umieszczono dodatkowo rozkładówkę, która również wygląda estetycznie.
Co ciekawe, na samej nakładce znajduje się cały akapit nieprzetłumaczonego tekstu, który najwidoczniej umknął w trakcie prac nad Blue Phobią. Fakt faktem – znajduje się w miejscu łatwym do przegapienia (część po wewnętrznej stronie skrzydełka okładki, a część na wspomnianej rozkładówce), ale jednak. Zaznaczę jednak – sam to zauważyłem już będąc w trakcie lektury.

O czym jest Blue Phobia Eri Tsuruyoshiego?
To jednotomowa manga, która opowiada historię tajemniczego minerału, określanego jako szafir morski, który okazuje się mieć zadziwiające właściwości. Z jednej strony wykazuje ogromny potencjał jako nieograniczone źródło energii. Z drugiej sprawia, że mających z nim kontakt ludzi ogarnia tajemnicza choroba o nazwie indygopatia.
Ludzie, którzy zapadają na tę chorobę, doznają poważnych zmian fizjologicznych. Skóra ich rąk i nóg zmienia barwę na niebieską. Jednocześnie ich kości powoli zaczynają zmieniać się w kryształ.
Za całość, zarówno gdy chodzi o scenariusz, jak i rysunek, odpowiada jedna osoba – Eri Tsuruyoshi. Z kolei polskie tłumaczenie dla Waneko wykonała Anna Karpiuk.
Blue Phobia zaczyna się mocno, ale co potem?
No to czas zacząć właściwą recenzję. I tu już na starcie trzeba zauważyć, że Tsuruyoshi nie bawi się w długie wstępy. Od razu widzimy bohatera w opałach. Stracił pamięć i znajduje się w bliżej nieokreślonym miejscu na stole operacyjnym. Jest unieruchomiony i ktoś go bada. No, na jego miejscu można by się przestraszyć.
Niespodziewanie na miejsce akcji wkracza z impetem dotknięta indygopatią dziewczyna. Robi demolkę (jest obdarzona niezwykłą siłą), uwalnia bohatera i zaczyna się właściwa akcja. Dwójka postaci jest ścigana. Czytelnik szybko dowiaduje się, że są oni w kompleksie badawczym i razem muszą uciec z samotnej wyspy na środku oceanu.
Całość zdaje się miała być nie tylko akcją z elementami SF, ale też thrillerem. Część recenzji określa też Blue Phobię jako horror, ale to raczej przesada. Owszem, był potencjał w tę stronę, ale moim zdaniem ostatecznie autor nie uzyskał tego efektu. Treść za lekko, za mała ekspozycja strachu, czy w ogóle emocji, żeby faktycznie była mowa o grozie. Nawet jeśli niektóre obrazki właśnie temu miały służyć.
No ale skoro nie straszy, to horroru tu się nie doszukamy. A co z akcją? Akcja pędzi, mknie. Tylko tu znów jest inny problem. Drobne nielogiczności to norma w takim gatunku. Czasem łatwo je pominąć, czasem są widoczne, ale współgrają z konwencją. Tu nie. Tu je widać. Nie są krytyczne, ale nie pomagają w ocenie, gdy pisze się recenzję. Ot, choćby wyciąganie pod pachą z wody ciężaru, który jest na tyle duży, że powinien iść na dno.

Jest i morał
W Blue Phobii pojawia się jednak i inna warstwa, niż tylko akcja. To wskazanie na to, że gdy w świecie przedstawionym pojawia się szafir morski, będący nieograniczonym źródłem energii, ludzie przestają oglądać się na etyczne zasady…
No i tu delikatny plus dla autora, ponieważ Eri Tsuruyoshi próbował jednak pokazać różne kierunku motywacji postaci. Próbował, choć ostatecznie i tak wyszło płasko. Ale to już prawa „czystej akcji”, więc nie róbmy z tego zarzutu.
W treści pojawiają się jeszcze wątki związane z uprzedzeniami, niszczeniem ludności rdzennej w dzikich terenach itp., lecz znikają one niepostrzeżenie, zapomina się o nich dosłownie po kilku stronach. A szkoda – bo to też wątki, które mogłyby dużo wnieść..
Zmarnowany potencjał
Blue Phobia jako całość to po prostu zmarnowany potencjał i trudno mi powiedzieć, skąd się biorą pozytywne oceny.
Owszem, widzę tu kilka atutów. Na pewno dobra kreska (choć bez szału. Tu zresztą ciekawostka – w internecie można znaleźć screeny, na których pojawiają się niektóre kadry z naniesionym cieniowaniem. Innym plusem jest wydanie w jednym tomie (w oryginale w dwóch, które z kolei mają podział na akty – nie mam pojęcia, czy nie były to zeszyty).
Na minus niestety przewidywalność akcji i fakt, że miejscami scenariusz wręcz nudzi. Niby w drugiej części tomu pojawiają się twisty, ale i one niewiele wnoszą i większość też jest do przewidzenia.
Trochę też dziwią dziwne onomatopeje typu „chwyt!”, „potyk!”, ale to już zostawmy.
Na koniec ciekawostka. Choć nie ma to odbicia w samym scenariuszu, kilka scen i kadrów może sugerować bardzo delikatną inspirację serią filmową „Cube” (tą nowszą, nie oryginałem z lat 60-tych XX wieku). Ale to raczej w znikomym stopniu i tylko dla spostrzegawczych, bo nie rzuca się rzuca się to w oczy.
+ Jednotomówka
+ Dynamiczny start
– Przewidywalność
– Nielogiczności
Scenarzysta: Eri Tsuruyoshi
Ilustracje: Eri Tsuruyoshi
Tłumacz: Anna Karpiuk
Wydanie w Polsce: Waneko
Rok polskiego wydania: 2022
Wydanie oryginalne: Shueisha
Rok pierwszego wydania oryginału: 2017











