The Dark City, bo tak brzmi oryginalny tytuł produkcji Mroczne Miasto, to pozycja, o której pamięta zadziwiająco niewiele osób. Jednocześnie jednak ma swoje grono wiernych fanów, którzy uważają, że to jeden z najbardziej niedocenianych filmów science-fiction lat 90-tych, a może i w ogóle ostatnich dekad. Czy to opinia słuszna? Trochę tak, trochę nie.
Dark City – SF, noir i thriller w jednym
Zacznijmy od tego, ze oglądając ten film, trudno dokonać jednoznacznej kwalifikacji gatunkowej. To znaczy owszem, od razu widać, ze to fantastyka, tu już sam wstęp, swego rodzaju prolog, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Ale jeśli chodzi o całość…
Cóż, rzeczony wstęp sugeruje elementy typowe dla science fiction: obca rasa, obca technologia… Jednak zespół odpowiedzialny za scenariusz filmu, czyli trio Alex Proyas, David S. Goyer oraz Lem Dobbs, pokombinowali trochę i już w trakcie projekcji owo SF (bynajmniej nie „naukowe”) nie jest tu rzucające się w oczy.
Jest natomiast kryminał w konwencji fantastycznej, dość wyraźnie wpisujący się w schematy filmów i seriali kryminalnych z lat dziewięćdziesiątych, jednak w sumie raczej wcześniejszych (podczas gdy Mroczne Miasto to film z 1998, a więc już blisko końca dekady). I skoro już o tym gatunku mowa – wyraźny jest tu także bardzo wyraźny klimat noir. I właściwie widać to do końca.
Niektórzy są w stanie dostrzec w The Dark City również i thriller SF (tak go oznacza choćby Filmweb), choć moim zdaniem to już przesada. To znaczy owszem, pomysł ma ogromny potencjał na zrobienie z tego thrilleru, ale jednak Alex Proyas wraz reszta zespołu w tę konkretną stronę nie poszedł.
Co jednak ciekawe – są tu pewne ukłony w stronę horroru. Ale właśnie ukłony, smaczki, na pewno nie jest to realizacja tego gatunku. Ale skoro o tym mowa, jedna z pierwotnych wersji scenariusza, która potem przepadła, uwzględniała dość drastyczną scenę pod koniec filmu.
No dobrze, ale o czym jest Dark City?

Mroczne Miasto – o czym to jest?
Prolog filmu wspomina o tym, że na Ziemię przybyła obca rasa, która zaczęła eksperymentować na ludziach, jednocześnie pozostając w ukryciu przed nimi. Wyjątkiem jest niejaki doktor Daniel Schreber (w tej roli Kiefer Sutherland), który pomaga im poznawać ludzką naturę. I tyle wstępu, przedstawionego w formie mowy zza kadru.
W chwilę później na ekranie widać, jak nieznany młody mężczyzna budzi się w pokoju hotelowym, w którym szybko znajduje ciało młodej kobiety. Szybko odkrywa, ze nic nie pamięta i cierpi na amnezję, jest zdezorientowany, nie wie, co się dzieje i…
Cóż, może i miała to być recenzja, ale tym bardziej nie jest to miejsce na spoilery. Co jednak można powiedzieć o historii przedstawionej w Dark City?
Można choćby to, że człowiek z hotelu, jak się później okazuje John Murdoch (w tej roli Rufus Sewell) zacznie powoli najpierw napotykać pytania, później stopniowo dążyć do rozwiązania zagadki Miasta, jednocześnie stając się obiektem pogoni obdarzonych mocą wpływania na rzeczywistość obcych. Obcych, których eksperymentom z jakiegoś powodu umknął, tym samym stając się z ich punktu widzenia niebezpieczną anomalią.
Czy postanowią go zniszczyć, czy zbadać? Co się stanie z nim samym? Czy po spotkaniu ze swoją żoną, Emmą Murdoch (gra ją Jennifer Connelly) zdoła sobie przypomnieć coś sprzed wystąpienia amnezji?
Pytań jest sporo. Odpowiedzi niewiele, a gdy się pojawiają – szokują postacie. A do całej układanki dochodzą jeszcze dociekania inspektora policji o nazwisku Frank Bumpstead (gra go William Hurt).

Czy Dark City na pewno nie został doceniony?
Na taką tezę natknąłem się kilkukrotnie. Faktem jest, że w Polsce ten tytuł rzadko jest wymieniany, gdy dyskutuje się o filmach fantastycznych z ostatniej dekady XX wieku. Z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, iż film ten zdobył nominacje m.in. do nagrody Hugo za najlepszą prezentację dramatyczną (a także do Saturna).
Swoją drogą wspomniany już wstęp, to dodatek stworzony z myślą o wersji kinowej i masowym odbiorcy – głównie po to, aby naprowadzić widzów na interpretację. Pierwotnie miało tego nie być, ale pojawiły się obawy, czy odbiorcy… zrozumieją bez tego film. Wersja reżyserska Alexa Proyasa, różniąca się od tego, co ujrzało światło dzienne w czasie premiery 27 lutego 1998 roku, udostępniona została dopiero w roku 2008.
Co z samym filmem? Był w kinach, był na DVD i blu-ray. Faktem jest jednak, że przy budżecie 27 milionów dolarów zarobił 27,2 milionów. Czyli bilans mógł nieco zmartwić producentów.
Faktem jest, że niezależnie od powyższego, scenariusz pozwala zacząć zadawać sobie pytania o to, kim są ludzie, jeśli pozbawi się ich tożsamości. Jeśli nałożyć to na klimat panujący pod koniec ubiegłego wieku (rok 1998 to już całkiem blisko przełomu mileniów) i tego, jakie istniały wówczas ruchy społeczne oraz jakie powstawały produkcje kinowe i telewizyjne… Cóż, był potencjał na coś więcej. Osobna rzecz, że moim zdaniem całość trochę się zestarzała, niekoniecznie wytrzymując próbę czasu.

Inspiracje i sięganie garściami
W recenzjach the Dark City pojawiają się dość ciekawe wzmianki o tym, że z Mrocznego Miasta inspiracja płynęła między innymi w kierunku filmu Matrix.
Czy na pewno? Nie wiem, a raczej wykazuję sceptycyzm. Owszem, scenografia z filmu została poddana reusingowi i zastosowano ją w rzeczonej produkcji Wachowskich. Ba, w obu filmach pojawiają się pewne zabawy liczbami na drzwiach pokoi pojawiających na ekranie i odniesień liczb do symboliki religijnej. Przykładowo pokój hotelowy z początkowych scen (tam, gdzie budzi się John Murdoch) to 614, a w Ewangelii św. Jana wers 6:14 odnosi się do nadejścia zbawiciela. W Matrixie również można znaleźć podobne nawiązania bib lijne, ale to chyba trochę za mało, by mówić o jakiś głębokich inspiracjach.
Z drugiej strony samo Mroczne Miasto wyraźnie było inspirowane opowieściami noir. Zdaje się też robić ukłony w stronę kultowego serialu Twilight Zone oraz opowiadań Franza Kafki.
Ale też oglądając film miałem wrażenie, że jest tu więcej nawiązań. Przykładowo zastosowane podejście do kolorystyki od razu skojarzyło mi się z filmem Kruk (The Crow). W sumie całkiem słusznie, bo oba tytuły łączy osoba reżysera – w obu swoje zrobił Alex Proyas.
Jednak widać tu i sięganie po motywy z „Trzynastego piętra” (do tego stopnia, ze aż sprawdzałem, który z tych filmów powstał wcześniej, jak się okazuje właśnie „Trzynaste piętro”). Z kolei wygląd obcych dość wyraźnie nawiązuje do demonów z horrorów Hellrazer. No i moim subiektywnym zdaniem owe podobieństwa niestety nie zostały wdrożone zbyt kreatywnie, przez co trudno mi podzielać pozytywny odbiór całości. Jednak po podobno ambitnej wersji fantastyki oczekuję więcej.
No ale żeby też wspomnieć o czymś, o czym wspominają autorzy różnych recenzji – Proyas sięgnął w tej produkcji po symbolikę rodem z platońskiej jaskini. Na ile udanie – musicie zobaczyć film i ocenić sami.

Alternatywne tytuły
Tytułem ciekawostki – przed premierą rozważane były również co najmniej dwa alternatywne warianty tytułu, Mroczny świat (Dark World) oraz Mroczne Imperium (Dark Empire). Przyczyną zamieszania była inna produkcja, która startowała w podobnym czasie i miała zbliżony tytuł (Mad City).
Wychodząc poza Mroczne Miasto
Czy Dark City skończył się na produkcji kinowej i płytach DVD? Okazuje się, ze nie. Ba, pomysły związane z tym universum nadal żyją. W roku 2021 upubliczniony został krótki film „Mask of the Evil Apparition”, osadzony właśnie w tym świecie. Kto odpowiada za scenariusz i reżyserię? Ten sam Alex Proyas. Który zresztą w którymś momencie zasygnalizował, ze był na wstępnym etapie tworzenia serialu The Dark City. Acz przyznam, że nie szukałem głębiej, więc nie wiem, czy te prace trwają nadal.











