Wirtualna rzeczywistość nadal nie jest tym, co przewidywano w filmach science fiction lat dziewięćdziesiątych i co wieszczył w swych początkach cyberpunk. Owszem, zaawansowany sprzęt, w rodzaju gogli Oculus, dają dużo możliwości, ale mało kto je posiada. Tymczasem Mark Zuckerberg wyraził właśnie przekonanie, ze do 2030 roku VR i AR sprawią, że powszechną praktyką stanie się… wirtualna teleportacja.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym ma być wirtualna teleportacja?
- Jakie może mieć skutki w skali mikro i makro?
Facebook angażuje się w temat VR i AR
Słowa Marka Zuckerberga nie są zupełnie nowym pomysłem w jego przedsiębiorstwie. Facebook już jakiś czas temu przejął firmę Oculus, której sprzęt jest najbardziej rozpoznawalny wśród istniejących na rynku interfejsów służących do „wchodzenia” w świat wirtualnej rzeczywistości. Co więcej, w roku 2019 gigant przejął czeskie studio Beat Games, wyspecjalizowane właśnie w grach VR.
Rzeczywistość rozszerzona wirtualnie „teleportuje”
Sam Mark Zuckerberg ma zresztą nie tylko przewidywania, ale i sprecyzowaną wizję. Jego zdaniem akcesoria do AR (czyli do rzeczywistości rozszerzonej, stanowiącej hybrydę „realu” z światem VR, po prostu narzucająca wirtualne „nakładki” na obserwowany obraz rzeczywisty) z czasem zaczną wypierać smartfony.
Idąc dalej tropem takiej prognozy przyszłości, szef Facebooka wyraził przekonanie, że w roku 2030 normą stanie się wirtualna teleportacja. Miałyby w niej pomóc okulary AR (augmented reality), a sama praktyka ułatwiałaby spotkania służbowe oraz biznesowe.
W praktyce miałoby to wyglądać tak, że można by „zobaczyć” docelowe pomieszczenie i dzięki temu poczuć się tak, jak gdyby faktycznie odwiedzałoby się biuro lub mieszkanie gospodarza – na przykład kogoś z rodziny znajdującego się w zupełnie innej części kraju, bądź wręcz na innym kontynencie.
Konsekwencje społeczne wirtualnej teleportacji
Jak zauważa szef Facebooka, wirtualna teleportacja, jaką mają zapewnić okulary AR po ich spopularyzowaniu (oczywiście w formie „lekkiej i wygodnej”) mogłaby wyraźnie wpisać się w trend ograniczania tempa zmian klimatycznych. Miałoby to być konsekwencją ograniczenia liczby przejazdów, ale i dalekich podróży.
I rzeczywiście, choć nie wyeliminuje to podróży jako takich, zdecydowanie może wpłynąć na rozwój nie tylko zdalnych spotkań tego typu (zdecydowanie przecież idących dalej, aniżeli zwykła telekonferencja). Taka technologia może też sprawić, że zaczną powstać nowe wirtualne wycieczki, znacznie różniące się od tych widzianych na ekranach laptopów i smartfonów.
O tym aspekcie „wirtualnej teleportacji” Mark Zuckerberg wprawdzie nie wspomina, ale warto pociągnąć rozważania z tym związane. Z jednej strony będą takie miejsca, w których rozwinięcie zdalnych, wirtualnych wycieczek, z wykorzystaniem okularów AR, może pomóc w ochronie miejsc zagrożonych przyrodniczo, czy tonących w śmieciach. Z drugiej – nawet jeśli dostęp do kamer w danym miejscu będzie płatny, trzeba liczyć się z tym, że dla wielu miejscowych będzie to zła wiadomość (a nie oszukujmy się, gdy pandemia się zakończy, dla wielu z nich turystyka będzie ponownie istotnym źródłem utrzymania).
Prace nad nowymi zastosowaniami AR i VR trwają
Póki co wiadomo, że Facebook chce współpracować z marką Ray-Ban. Ale nie jest jedynym gigantem, który prowadzi prace związane z AR i VR. To samo robią Apple, Google i Microsoft. W końcu właśnie wirtualna rzeczywistość i rzeczywistość rozszerzona są tymi obszarami, które po internecie, a później po spopularyzowaniu smartfonów z ich ekranami dotykowymi, mogą być następnymi „punktami skoku”.
I tak nawiasem, jest to także ciekawy obszar rozważań dla twórców poruszających się w obszarze fikcji spekulatywnej. Bo inspiracji z tego można mieć sporo, tak technologicznych, jak i właśnie dotyczących konsekwencji upowszechnienia tego typu nowinek.









